Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bezglutenowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bezglutenowe. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 listopada 2012

Pomysł na... uśmiech w 15 minut


Działa, sprawdzone przeze mnie jakieś trylion razy, dawno dawno temu.
Odgrzebany “przepis” z dzieciństwa, kiedy miało się wiele problemòw i smuteczkòw.

składniki (na jeden duży uśmiech)
1 spory dojrzły banan
kilka kostek czekolady

Skòrkę banana rozciąć wzdłuż, po bokach upchnąć kostki czekolady, zawinąć w folię aluminiową. Wsadzić do zimnego piekarnika, włączyć na 10minut, nastawić na 100stopni. Wyciągnąć. Zajadać.   


środa, 8 sierpnia 2012

(za)Mrożona herbata


W moim mieszkaniu jest chyba z milion stopni. Nie chwalę się, narzekam. Ale gdyby nie to, nigdy nie wpadłabym na ten pomysł. Od kilku tygodni zastanawiałam się nad zrobieniem mrożonej herbaty i w końcu nadszedł moment krytyczny. Zamiast parzyć herbatę a później chłodzić ją kostkami lodu, zamroziłam herbatę w foremce do lodu, wrzuciłam kostki do szklanki i zalałam letnią wodą. Pomysł nie jest może praktyczny (bo jednak trzeba wiedzieć o wiele wcześniej, że będzie się miało ochotę na mrożoną herbatę), ale daje spore pole do popisu. To taka wersja letnia zimowych herbacianych mieszanek. Wystarczy zamrozić kilka esencji różnych herbat (+ soków, syropów, aromatów) i łączyć w dowolne kombinacje w pożądanych proporcjach. U mnie do tej pory pojawiły się:

Herbata z dzikiej róży z mrożonymi owocami leśnymi


Herbata zielona z (zamrożonym) sokiem z cytryny i (zamrożonym) rozwodnionym syropem malinowym


Ale mam jeszcze kilka pomysłów i zastanawiam się czy starczy mi lata na zrealizowanie wszystkich… zacznę chyba od mięty i jabłka, później może pokrzywa z melonem?

piątek, 3 sierpnia 2012

Brownie bez mąki z limonkowym akcentem


Pierwsze brownie od bardzo długiego czasu. I absolutnie pierwsze z nie-mojego przepisu (który przeszedł tyle przeróbek i dopracowań, że jest po prostu idealny, ale będzie na inny raz). Ten ukradłam Nigelli* (lekko zmieniłam) i jest zdecydowanie godny uwagi. Rozpada się trochę bardziej niż to z mąką, ale wyszło przepyszne i jak zwykle najprawdopodobniej nie starczy na długo.
Rada ode mnie: jak wiadomo, za kilka miesięcy świat się kończy, więc kto jeszcze nie robił brownie ani razu, powinien się pospieszyć, bo jest to jedna z najlepszych jadalnych rzeczy!

składniki (forma 17x25cm)
155g czekolady deserowej
150g masła
160g cukru
100g zmielonych na mączkę migdałów
1 łyżka kakao
5 jajek
skórka i sok z jednej limonki

Wrzucić masło i czekoladę do rondelka i mieszając rozpuszczać na małym ogniu. Jajka ubić z cukrem na puszystą, jasną masę. Zmielone migdały wymieszać z kakao, po czym dodać je do masy jajecznej. Sok i skórkę dodać do wystudzonej masy czekoladowej, po czym partiami dodawać ją do masy z jajkami. Przelać do wysmarowanej masłem i obsypanej bułką tartą formy. Piec w 180 stopniach – najpierw normalnie 30 minut, po czym przykryć wierzch folią aluminiową i piec jeszcze kwadrans.
Podałam z gałką sorbetu z limonki i polewą kakaową.

*przepis znalazłam tu, autorka pisze, że przepis jest Nigelli, ale niestety nie udało mi się go nigdzie znaleźć w oryginale...

wtorek, 31 lipca 2012

Wszystkiego zielonego!


Ten napój chodził za mną od miesięcy. Pojawił się na kilku blogach, na kilku ślicznych zdjęciach, a ja nie mogłam się za niego zabrać. No i wreszcie się zabrałam! Przepis bardzo aproksymatywny.

składniki
1 limonka
ogórek świeży – na oko
jabłko golden – na oko
świeży szpinak – na oko
trochę zimnej wody
opcjonalnie cukier/miód – ja obyłam się bez

Wszystko razem potraktowałam blenderem, wrzuciłam kilka kostek lodu i gotowe. Idealny dodatek do zdrowego śniadanka :)

sobota, 28 lipca 2012

Z sercem...


Pomysł genialny w swojej prostocie :) Znalazłam kiedyś coś podobnego w grafice google wśród walentynkowych podpowiedzi. Do Walentynek daleko, ale akurat zostało mi kilka jeżyn a ja dawno nie fundowałam sobie porządnej porcji mleka, więc postanowiłam spróbować już teraz. Urocze!

składniki (na spory zapas)
150 ml śmietanki kremówki
2 płaskie łyżki cukru pudru
garść jeżyn

Kremówkę ubić z cukrem i dodać rozgniecione owoce. Na płaskim, sporym naczyniu ułożyć folię aluminiową i rozsmarować na niej równomiernie śmietankową masę. Wsadzić do zamrażalnika na przynajmniej kilka godzin. Tuż przed podaniem do małego naczynia nalać odrobinę ciepłej wody, namoczyć w niej wybraną foremkę do wykrajania ciastek (można też użyci namoczonego w ciepłej wodzie noża), po czym wycinać kształty w zmrożonej kremówce. Do napoju wkładać widelcem, ostrożnie. Serwować z mlekiem, kawą lub kakao – przygotowanymi na ciepło lub na zimno.


wtorek, 17 lipca 2012

Czekoladowe trufle z czerwoną sałatą


Dziwaczne połączenia rządzą! Pamiętam jakby to było dziś, kiedy ze sceptycyzmem czytałam o cieście czekoladowym z cukinią. Ciasto marchewkowe, tak często pojawiające się w amerykańskich serialach, dorównywało mu rangą abstrakcji. Ale od kiedy jakiś czas temu spróbowałam i jednego i drugiego, przestałam się dziwić i zaczęłam poszukiwania innych słodko-warzywnych połączeń. Ten przepis zaprezentował kiedyś Alessandro Borghese w swoim programie kulinarnym Cucina con Ale. Przyznam, że nie jestem gorącą fanką jego wytrawnych  przepisów, bo niestety nasze pojęcia tego co zdrowe i lekkie znacznie się rozmijają, ale jeśli chodzi o słodycze, tylko w chwilach zasłużonej pokuty patrzę na kalorie i wartości odżywcze. Ten przepis drzemał gdzieś w mojej liście, ale durszlakowa akcja dotycząca właśnie warzyw w słodyczach skutecznie przyspieszyła jego wykonanie. Kolejny sukces!

składniki (około 60 sztuk)
200g czekolady deserowej
200g śmietanki kremówki
2 główki czerwonej sałaty
200g wiórków kokosowych
100g cukru (użyłam demarera)
3 łyżki białego wina (jedyna moja zmiana - w oryginalnym przepisie redukcja octu balsamicznego)
2 łyżki wody
kakao do obtoczenia

Liście sałaty pokroić na bardzo cienkie paseczki, wrzucić na patelnię, dodać wodę i cukier, podgotować aż zmięknie. Kiedy trochę przestygnie odsączyć nadmiar wody, dodać wiórki kokosowe i wino i jeszcze chwilę podprażyć na patelni, odstawić do wystygnięcia. Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, dodać kremówkę i dokładnie wymieszać. Dodać wystygniętą sałatę, zagnieść masę (najlepiej w jednorazowych rękawiczkach lateksowych), zamknąć pojemnik (lub przykryć szczelnie folią spożywczą), odstawić do lodówki na 30 minut. Nabierać kopiastą łyżeczkę i formować dłońmi kulki, obtaczać w kakao. Układać na dnie zamykanego pojemnika (lub tortownicy) wyłożonego papierem do pieczenia. Zamknięty pojemnik (bądź tortownicę przykrytą folią spożywczą) wstawić do lodówki na przynajmniej godzinę. Podobno doskonale komponują się z białym winem :)


środa, 11 lipca 2012

Panna cotta


Najprostszy włoski deser ever. Nie robię go zbyt często mimo, że jestem zdecydowanie fanką. Daje spore pole do popisu, można zrobić ją na milion sposobów. U mnie dziś jedna z wielu możliwych podstawowych wersji. Bardzo blisko ideału, ale to na pewno nie koniec poszukiwań przepisu numer jeden…

składniki (4-6 porcji)
0,5l śmietanki kremówki
150g cukru
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
3 listki żelatyny
świeże maliny

Żelatynę namoczyć 10 minut w zimnej wodzie. Śmietankę, cukier i ekstrakt doprowadzić do wrzenia w rondelku, cały czas mieszać. Żelatynę odcisnąć z wody i dodać do podgrzanej śmietanki, dokładnie zamieszać. Rozlać do małych miseczek/kokilek. Po ostygnięciu wstawić do lodówki na kilka godzin. Jeśli chcemy deser wyłożyć na talerze, na kilka minut przed podaniem miseczki wstawić do większego naczynia z ciepłą wodą. Podawać ze świeżymi owocami lub z syropem. 


piątek, 15 czerwca 2012

Konfitura truskawkowo-bananowa


Połączenie skazane na sukces: smakuje, nie ma innego wyjścia. Zrobiłam co prawda tylko jeden słoiczek „na próbę”. Bo to moja pierwsza konfitura, a jak powszechnie wiadomo, szkło i wysokie temperatury to śmiertelna mieszanka. Tak uczyli na fizyce i niejednokrotnie w realnym życiu okazało się to prawdą. Nie dochodziło do mnie, że babcie i prababcie, z o wiele prymitywniej hartowanymi słoikami, dożyły starości, mimo, że z robieniem konfitur miały do czynienia średnio 60 razy więcej rocznie niż ja przez całe życie. Udało się bez opłakanych skutków. Duma rozpiera. Zwłaszcza, że ludziom smakuje.

składniki (słoik ok400ml)
2 szklanki truskawek
1 duży banan
4 łyżki cukru demarera

Połowę truskawek rozgnieść widelcem, podgrzać z goździkami na wolnym ogniu, aż zacznie się gotować. Zdjąć z ognia, poczekać aż wystygnie. Rozgnieść widelcem pół banana, dodać do wcześniej podgotowanego musu truskawkowego. Gotować mieszając ok 15minut. Odstawić do przestygnięcia, czynność powtórzyć tym razem dodając cukru. W razie, gdyby były jeszcze jakieś grudki, potraktować blenderem. Dodać truskawki, gotować 15minut, odstawić do ostygnięcia. Dodać pokrojoną w plasterki drugą połówkę banana, zagotować. Jeszcze gorące przelać do przygotowanych wcześniej (obgotowanych/ obpieczonych) słoików, zakręcać, stawiać do góry dnem, jak lekko ostygnie, wstrząsnąć, odstawić.


wtorek, 29 maja 2012

Blok-fetti!


Zaraz dzień dziecka. Co sprawia, że ja czuję się jak dziecko? Oj… Mało chyba pozostało już tych bodźców, które potrafią zrobić „puf” i wymieść z mojej głowy małe problemy i wielkie przemyślenia… Ale zbliża się ta pora roku, która dla mnie najbardziej kojarzy się z beztroską i pewnie nie będę tu oryginalna. Zapach unoszący się nad ziemią podczas letniego deszczu, chwile, w których siedzi się na balkonie w krótkich spodenkach i ogląda się zachód słońca, długie jazdy samochodem tylko po to, żeby coś tam zobaczyć albo poleżeć na plaży – to wszystko jest dla mnie takie dziecięce (nie „dziecinne” – to zupełnie co innego). Zaraz lato! Ja też prawie w klimacie – ale ale. Jeśli mieszkasz w igloo z Eskimosami, albo na Kamczatce, albo akurat u Ciebie pada: jest jeszcze jedna rzecz, która - jesień czy zima, brzydka wiosna czy zimne lato - wychodzi naprzeciw, wyciąga z padołu dorosłości – kolorowe posypki! Wariacja na temat: blok funfetti (zbyt słodki, żeby zjeść go w całości; dla mnie takie trzy mini  kwadraciki okazały się szczytem możliwości, aż sama się zdziwiłam; lepiej dla mojej wiecznej diety ;) )

składniki
200g mleka w proszku
100g cukru
75g masła
0,4 szklanki wody
60g białej czekolady pokrojonej w kostki
saszetka cukru waniliowego/kilka kropel ekstraktu
0,5 szklanki kolorowej posypki

Na niewielkim ogniu podgrzać masło, cukier i wodę, mieszając. Kiedy masło już się roztopi, zdjąć z ognia i dodać aromat. W misce wymieszać mleko w proszku z posypką (z podanej ilości odsypać ok 2 łyżki do posypania po wierzchu później). Do lekko przestygniętej (nadal gorącej ale już nie parującej) masy maślanej dodać czekoladę, mieszać do całkowitego rozpuszczenia. Masę przelać do miski z mlekiem w proszku i posypkami, wymieszać dokładnie. Odczekawszy chwilę aż leciutko stężeje, posypać resztką posypki. Przelać do wyłożonej folią aluminiową keksówki, schłodzić w lodówce kilka godzin (przykryć folią spożywczą, inaczej będzie wchłaniać lodówkowe zapachy), po czym wyjąć z keksówki, zawinąć w użytą folię aluminiową i włożyć do zamrażalnika. Kroić w kwadraciki i szybko zjadać :)


wtorek, 15 maja 2012

Truskawki z serową pianką


Kolejna żelatynowa propozycja… nie spodziewałam się, że tak mi się spodoba zabawa w małego chemika :) Co by tu naskrobać. Niskokaloryczne? Tak. W miarę zdrowe? Tak. Ujdzie na deser? Ujdzie. Puszysta pianka fajnie się rozpływa w ustach. Kwaśne truskawki fajnie szczypią w język. Fajnie się je. Fajnie to jeść. Właściwie to nie tylko fajnie, wręcz niebiańsko.

składniki na 2 spore porcje
200ml mleka
2 łyżki serka typu philadelphia (light)
4 listki żelatyny
kilka pokrojonych truskawek
1 płaska łyżka cukru pudru (można zastąpić słodzikiem lub miodem)
woda do rozpuszczenia żelatyny

Żelatynę namaczać w wodzie przez 10 minut, odcisnąć i podgrzać do rozpuszczenia z mlekiem (na małym ogniu). Odstawić do całkowitego wystygnięcia. Kiedy widocznie zmieni konsystencję (powinna być jeszcze nie galaretkowata, ale już gęstsza niż mleko) dodać serek i cukier. Miksować na szybkich obrotach do powstania pianki o konsystencji ubitego białka. Przełożyć do miseczek z truskawkami (ja pojemniki wyłożyłam folią spożywczą, ułatwia to wyjmowanie w jednym kawałku :) ). Schłodzić w lodówce kilka godzin.

A tu wgląd do wnętrza Jej Puchatej Piankowości :)

Mega-bananowe lody na patyku


Pomysł przewinął się przez kilka zagranicznych blogów już w poprzednich latach. Jakoś nigdy nie było mi do niego po drodze, gdzieśtam niknął na końcu listy przepisów do zrealizowania. Bałam się, że to jakiś kit, jakaś klapa, ale nie! Zamrożone banany, do tego ulubiona czekolada, posypki według uznania – i (och, ach!) gotowe. Pycha.

składniki na 4 porcje
2 banany przekrojone w poprzek na pół
150g czekolady (u mnie mieszana: mleczna + deserowa)
niecała łyżka oleju słonecznikowego
posypki
+ patyczki do lodów

Połówki bananów nadziać na patyczki i zmrozić kilka godzin w lodówce. Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, dodać olej, wymieszać dokładnie i odczekać aż ostygnie (kiedy jest bardzo ciepła, ma tendencje do skapywania i obciekania). Banany* maczać w czekoladzie i szybko posypywać posypkami (na zmrożonym bananie czekolada tężeje w kilka sekund). Można jeść od razu, można przechowywać w zamrażalniku. Osobiście w przypadku drugiej opcji lubię je wyciągnąć jakieś 10minut przed zjedzeniem – czekolada raczej się nie roztopi a banan jest wtedy bardziej kremowy (i przyjemniej się go gryzie ;) ).

*radzę banany wyciągać z zamrażalnika jeden po drugim, bo dosyć szybko się rozmrażają, co wskutek jakichś skomplikowanych fizycznych reakcji powoduje, że jeśli takiego banana zanurzymy w czekoladzie, ta pęknie i będzie brzydko.

poniedziałek, 14 maja 2012

Galaretka cappuccino



Właściwie do niedawna moje relacje z żelatyną nie były najlepsze. Ale ostatnio postanowiłam ją polubić i - taram taram - po kilku eksperymentach wreszcie się udało. Wiem już co lepiej a co gorzej tężeje, a żelatyna wie już, jak łatwo spłatać mi figla*. Kawowa akcja na durszlaku nasunęła mi na myśl taki o, kawowy podwieczorek. Nie jest bardzo słodki i zasmakuje prawdopodobnie tylko i wyłącznie kawoszom ale ma spory plus: kalorii ma tyle, co niecała szklanka mleka plus ewentualne dosładzacze, czyli można się postarać, żeby było ich mało.

składniki na jedną porcję
2 listki żelatyny
gotowe wystudzone espresso
niecałe pół szklanki mleka
opcjonalnie cukier/ słodzik/ miód do galaretki
opcjonalnie czekoladowe wiórki/ karmel/ bita śmietana do posypania/polania/ozdoby

Żelatynę namaczać w wodzie przez około 10 minut. Espresso (25-50ml, w zależności jak "mocne" cappuccino chcemy osiągnąć) i mleko (ilość mleka zależna od ilości espresso, łącznie nie powinny przekraczać 150ml) przelać do garnka, dodać odciśniętą żelatynę i (ewentualnie) cukier czy czym tam lubicie się tuczyć :) Podgrzewać do całkowitego rozpuszczenia żelatyny (nie gotować!). Około połowę przestudzonego płynu wlać do naczynia i wstawić do lodówki. Kiedy lekko stężeje, drugą połowę ubić energicznie ubijaczką do jajek, żeby powstała pianka. Lodówkową część zalać pianką, trzymać w lodówce do całkowitego stężenia. U mnie galaretka zupełnie bez cukru, posypana wiórkami czekolady.

*dziś na przykład galaretka nie chciała wyjść z kubeczka, w którym tężała - w efekcie musiałam ją ładnie obkroić, bo była absolutnie nieestetyczna :)

piątek, 4 maja 2012

Chmurka z białej czekolady z pomarańczową nutką


Był już jedwabisty crème au chocolat z czekolady deserowej i żółtek. Czas na jego świeższe i puszyste alter ego. Tym razem w roli głównej biała czekolada i skórka pomarańczowa (zamrożona któregoś z zimowych dni, o których słoneczko powoli pozwala zapomnieć). Deser sprawia wrażenie niesamowicie lekkiego - nie przekłada się to zapewne na kalorie ale jest zdecydowanie warty grzechu. Ilości i składniki całkowicie przeze mnie zaimprowizowane, co napawa dumą – zwłaszcza, że efekt jest piorunująco zadowalający: konsystencja kremowego sernika. Bezwarunkowo powtórzę przy najbliższej okazji zabłyśnięcia wśród szerszej publiczności.

składniki na 3 porcje
100ml śmietany kremówki
75g białej czekolady
1 białko z jajka
skórka otarta z jednej pomarańczy

Śmietankę ze skórką pomarańczy podgrzać na małym ogniu do zagotowania. Kiedy przestanie parować, dodać połamaną na kostki czekoladę i mieszać do całkowitego rozpuszczenia. Białko ubić na sztywno, przełożyć do garnuszka z wystygniętą masą czekoladową, wymieszać powoli. W naczyniu żaroodpornym ustawić ramekiny. Do naczynia wlać ciepłą (nie wrzącą!) wodę, powinna sięgać ok. połowy wysokości ramekinów. Nakładać masę do kokilek. Piec 25-30 minut w 150stopniach. Po wystygnięciu schłodzić w lodówce*.


Przypominam: durszlakowo-moja AKCJA RAMEKIN trwa do 30 maja!

*na ciepło wyglądają ładniej, później niestety opadają :< można to zamaskować kleksem bitej śmietany, albo czymkolwiek - fantazja jest od tego... :)

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Jedwabisty crème au chocolat


Jaka pogoda u was? U mnie przez ostatnie kilka dni szalała wichura, do tego ulewny deszcz, burze, kałuże - czyli nic wiosennego. Przeglądałam blogi w poszukiwaniach czegoś, co rozjaśniłoby te szare dni. W takich sytuacjach czekolada to must, więc na inne przepisy nawet nie patrzałam. Natknęłam się na ten przepis i to była miłość od pierwszego wejrzenia. Jesienna pogoda znikła dziś w nocy ale czekoladowe cudeńka już chłodziły się w lodówce. Niebo jest błękitne, niszczycielski wiatr poszedł sobie gdzieś indziej. A może to czekoladowy krem sprawił, że świat za oknem nie wydaje mi się już koszmarem rodem z połowy listopada? Jak by nie było – warto wypróbować, może i w Waszym przypadku ten deser dokona kiedyś meteorologicznych cudów.

składniki na 1 porcję
75ml śmietany kremówki
35g połamanej na kostki czekolady
1 żółtko
2 łyżeczki cukru
odrobina gałki muszkatołowej - opcjonalnie (w oryginalnym przepisie espresso instant)

Śmietankę podgrzać na średnim ogniu, mieszając. Jak tylko zacznie bulgotać, zdjąć z ognia, odczekać aż przestanie parować. Dodać czekoladę, mieszać do całkowitego rozpuszczenia. Kiedy masa całkiem wystygnie, dodać żółtka dokładnie wymieszane z cukrem (i gałką). Masę przelać do ramekinów, ustawionych w naczyniu żaroodpornym. Zalać je wodą do połowy wysokości, piec 25-30 minut w 160stopniach. Przechowywać w lodówce do dwóch dni (przed podaniem wystawić na około 20 minut). Można podawać z bitą śmietaną lub owocami, mi smakował solo :)


środa, 18 kwietnia 2012

Bezglutenowe muffiny kakaowo-bananowe z mąką z ciecierzycy


Też tak macie, że kupujecie kilo czegoś fajnego i dziwnego na jakiś fajny, dziwny przepis, a później zostaje jeszcze 0,9kg i długo, długo zalega? Tak właśnie było z moją mąką z ciecierzycy. Kupiłam, zużyłam trochę do swoich niecnych (wytrawnych) celów. Po jakimś czasie gdzieś tam zasłyszałam, że jest bezglutenowa. A na dodatek ma więcej białka (= mniej węglowodanów) niż zwykła. I można z niej upichcić całkiem przyzwoite muffinki. Na tej stronie znalazłam oryginalny przepis. Pozamieniałam trochę składniki, przetłumaczyłam je na swój nie-wegański język, dostosowałam do swoich potrzeb (i tego co miałam pod ręką). Babeczki wyszły bardzo dobre i sycące (zjadłam jedną, a czułam się jak po trzech) a na dodatek zredukowałam ilość zalegającej mąki :)

składniki na 6 babeczek
2 jajka
110g cukru
4 łyżki oleju
1 rozgnieciony banan
2 łyżki jogurtu naturalnego
1 łyżka soku wyciśniętego z cytryny
170g mąki z ciecierzycy
3 łyżki kakao
1 łyżeczka proszku do pieczenia
0,5 łyżeczki suchych drożdży

Jaja miksować do puszystości stopniowo dodając cukier. Następnie wmiksować olej, jogurt, sok z cytryny i banana. Przesianą mąkę połączyć z kakaem, proszkiem do pieczenia i suchymi drożdżami a następnie dodać do masy i dokładnie wymieszać. Mąka z ciecierzycy jest bezglutenowa, więc nie trzeba się martwić o to, że przez przypadek mieszało się trochę za długo. Ciasto nakładać do papilotek prawie do krawędzi, piec 25minut (suchy patyczek) w 175stopniach.

wtorek, 10 kwietnia 2012

Białe czekoladki z kremem pistacjowym


Pozostając jeszcze w wielkanocnej gamie kolorów postanowiłam wykorzystać nadmiar otrzymanej białej czekolady, marną resztkę pistacji, która nie zaspokoiłaby niczyjej potrzeby chrupania przy filmie oraz cudną posypkę, którą dostałam jakiś czas temu w prezencie. Mimo, że nadzienie pistacjowe trochę improwizowane, efekt całkiem udany. Nie mówiąc już o połączeniu pistacji z białą czekoladą - to był pierwszy, ale na pewno nie ostatni raz. Jedyne nad czym ubolewam, to mój brak talentu do robienia idealnych, gładziudkich i identycznych czekoladek, ale robię je tak rzadko, że chyba nigdy nie dojdę do wprawy :)

składniki na 15 czekoladek
100g białej czekolady (+2, 3 kostki w zanadrzu na wszelki wypadek)
20g pistacji bez skorupek (obranych też z tej brązowej skórki, której normalnie się nie ściąga)
4 łyżki kremówki
2 płaskie łyżki mleka w proszku

Przygotować masę. Pistacje zemleć blenderem do uzyskania konsystencji mączki. Wsypać ją do garnka, wymieszać z kremówką i mlekiem w proszku, mieszając podgrzać na małym ogniu. Jak tylko zacznie bulgotać, zdjąć z ognia i jeszcze chwilę mieszać.
Białą czekoladę roztopić w kąpieli wodnej i lekko ostudzić. Silikonową foremkę do czekoladek (można użyć małych papierowych papilotek) wysmarować pędzelkiem i wstawić do lodówki. Czynność powtórzyć jeszcze 1-2 razy. Nadziać masą pistacjową zostawiając miejsce na zamknięcie, zalać czekoladą i chłodzić w lodówce kilka godzin.

środa, 4 kwietnia 2012

Torta di riso czyli miejsce zamieszkania jednak zobowiązuje


Ciasto ryżowe. Niby takie tradycyjne, niby takie historyczne. A ja go jeszcze ani razu nie jadłam, ba! na oczy nie widziałam, mimo, że mieszkam całkiem niedaleko miejsca pochodzenia powyższej delicji. Ale mają już to do siebie włoskie specjały, że - pomijając te sztampowe naturalnie - poza obrębem zona d’origine trudno je znaleźć. Ale całe szczęście Internet daje szansę na wypróbowanie bolońskiego przepisu na pyszne ciasto ryżowe, prosto z baroku (chociaż po nieskomplikowanej powierzchowności sądząc, z barokiem nie ma nic wspólnego).

składniki na formę o powierzchni 360-450cm(ok. 220kcal/porcja 1/10)
150g ryżu
150g cukru
1 litr mleka
3 duże jaja
umyta skórka z cytryny pokrojona na duże kawałki
3 łyżki posiekanych migdałów
łyżeczka likieru kawowego (opcjonalnie)
odrobina masła do wysmarowania formy

Mleko przelać do dużego garnka i zagotować razem ze skórką cytryny. Dodać ryż i posiekane migdały, gotować około 8-9 minut, cały czas mieszając. Następnie usunąć skórkę cytryny, dodać cukier i likier, zamieszać dokładnie. Odstawić do wystygnięcia, po czym dodać roztrzepane jaja, wymieszać. Formę (nie może być to forma otwierana ani do tarty, najlepiej użyć naczynia żaroodpornego) wysmarować masłem i przelać do niej masę (będzie bardzo rzadka). Odstawić na ok. 2 godziny - w tym czasie ryż "przegryzie się" słodyczą. Piec 45-60minut w 180stopniach, odstawić do całkowitego wystygnięcia, przechowywać w lodówce.
Można podawać bez niczego, ale fantastycznie smakuje z kwaśnymi owocami.

A teraz trochę o plusach... przede wszystkim dietetyczne. Nie zawiera mąki ani dodatkowych tłuszczów. Podobno ciasto jest bezglutenowe – podobno, bo krążą sprzeczne informacje dotyczące glutenowości ryżu. Jeśli jestem w błędzie, byłabym wdzięczna o dosadne upomnienie. Nie jest to ciasto wielkanocne, ale łatwo może udawać sernik - zawsze to coś nowego :) Dodatkowo założę się, że kosztuje połowę. 

                                                                     
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...